Popiół w Archiwum Ratusza
W noc przed otwarciem wystawy o dawnych procesach miejskich ginie kustoszka archiwum, Janina Rowecka, a z sejfu znika księga z niewygodnym wpisem własnościowym. W budynku nie było osób z zewnątrz, lecz każdy z czterech podejrzanych miał powód, żeby skłamać. Sprawcę ujawnia dopiero połączenie automatycznej pracy osuszaczy, śladów popiołu z pieczęci, notatki kustoszki i zbyt wczesnej wiedzy o pergaminowej kopercie.
Stare Archiwum Ratusza miało następnego dnia otworzyć wystawę poświęconą dawnym procesom miejskim, spalonym pieczęciom i sporom o kamienice, które przez dekady dzieliły najbogatsze rodziny miasta. Dla publiczności miała to być elegancka ekspozycja z pergaminami, mapami i teatralnym światłem świec, ale dla pracowników archiwum była to noc ostatnich nerwowych przygotowań. Janina Rowecka, kustoszka o opinii osoby chłodnej i bezlitosnej wobec błędów, odkryła w jednej z ksiąg procesów miejskich dopisek, który nie pasował do reszty atramentu. Ten drobny szczegół mógł unieważnić współczesne roszczenie do kamienicy wartej miliony złotych. Kornelia Sykut, kuratorka wydarzenia, desperacko walczyła o sponsorów i ukrywała prywatne obietnice składane darczyńcom. Róża Pliszka, dziennikarka historyczna, wynosiła z czytelni materiały do własnego tekstu, bo chciała opublikować sensację przed otwarciem wystawy. Wiktor Halny, autor książki o podziemiach miasta, krążył po piwnicach z planami, do których nie powinien mieć dostępu. Marek Zadrożny, konserwator dokumentów, był najbardziej zaufanym człowiekiem Janiny, ale jednocześnie osobą, która mogła stracić najwięcej, bo jego rodzina korzystała z aktu własności opartego na podejrzanym dopisku. O 22:37 Janinę znaleziono martwą przy magazynie pergaminów, a księga zniknęła. Na miejscu były ślady popiołu, wilgoci, rozbitej cegły i cudzych kłamstw, więc sprawa wyglądała jak mieszanina wypadku, paniki i sabotażu wystawy. Dopiero dokładne sprawdzenie urządzeń, śladów na prasie i tego, kto wiedział o pergaminowej kopercie, pozwalało zobaczyć prawdziwy plan.