Ostatni Walc w Pałacu Modrzewiowym
Podczas burzliwej gali aukcyjnej w starym pałacu ginie Julian Rawicz, kolekcjoner sztuki i dawny sędzia. Każdy z czterech podejrzanych ma powód, by kłamać: spadek, długi, fałszywa ekspertyza i ukryte rachunki renowacyjne. Prawda nie leży w jednym śladzie, lecz w przecięciu alibi, dokumentów, zachowania i fizycznych pozostałości po trasie sprawcy.
Pałac Modrzewiowy od lat był chlubą rodziny Rawiczów, choć bardziej przypominał piękną ruinę niż bezpieczny dom. Julian Rawicz, dawny sędzia i kolekcjoner sztuki, zamierzał podczas wieczornej aukcji charytatywnej sprzedać część zbiorów, a resztę majątku przekazać fundacji konserwatorskiej. Dla zgromadzonych gości była to elegancka gala. Dla czterech osób najbliżej Juliana był to wieczór, który mógł zniszczyć ich życie. Celina Rawicz, druga żona gospodarza, miała powód obawiać się rozwodu i utraty pozycji. Wbrew późniejszym zeznaniom nie modliła się w kaplicy, lecz prowadziła tajną rozmowę z kochankiem i adwokatem w Galerii Południowej. Adrian Rawicz, bratanek Juliana, miał hazardowe długi i liczył na spadek, ale tego wieczoru bardziej bał się, że wyjdzie na jaw kradzież rodzinnego medalionu z Biblioteki. Róża Malinowska, konserwatorka sztuki, wiedziała, że Julian odkrył jej fałszywą ekspertyzę obrazu wartego fortunę. Maksymilian Orlik, administrator pałacu, przez trzy lata zawyżał koszty remontów i przenosił pieniądze z funduszu oranżerii do własnych firm-słupów. O 21:22 Julian Rawicz został znaleziony martwy w Oranżerii. Zginął od ciosu sztyletem wyjętym z rodzinnej gabloty. W pałacu panował chaos: burza tłukła w szyby, światło dwa razy przygasło, z Sali Balowej dobiegał walc, a każdy z podejrzanych miał lukę w alibi. Pierwsze dowody wskazywały kolejno na Adriana, Różę i Celinę. Krew na mankiecie, spalone dokumenty, fiolka laudanum i list rozwodowy wyglądały jak elementy jednej zbrodni. Dopiero cierpliwe rozdzielenie kłamstw od morderstwa pokazało, że prawdziwy sprawca nie ukrył wszystkich śladów. Ukrył je pomiędzy cudzymi sekretami.